DomowyBiznes.info

Każdy wie że pieniądze są jednym z ważniejszych elementów życia oraz że bez pieniędzy jest bardzo ciężko. Każdy wie ile trzeba włożyć wysiłku aby zarobić i odłożyć parę złotych aby móc żyć ponad granicą ubóstwa. Wiele ludzi ma problem nie tylko z oszczędzaniem a także łatwo wpada w pułapkę kredytową. Mam nadzieje że dzięki temu serwisowi spojrzysz inaczej na pieniądze a w rezultacie będziesz mógł łatwiej zapanować nad własnymi finansami a nawet zaczniesz oszczędzać i inwestować aby stać się wytrawnym inwestorem.

Forex trading
Forex
Analiza techniczna
Inny biznes
Menu główne
Pierwszy milion
Kredyty
Negocjacje
Oszczędzanie - inwestycje
Praca - zarabianie
Własne przedsiębiorstwo
Ciekawostki finansowe
Fundusze inwestycyjne
Kontakt
Sławni i bogaci
Arkadiusz Osiak
John Davison Rockefeller
Krzysztof Klicki
PGS Gaming
Robert Kiyosaki

Arkadiusz Osiak
Wpisał: jkl   
14.08.2008.

ARKADIUSZ OSIAK, założyciel i prezes firmy Money.pl 

Ile jest warta Pana firma?

- Gdyby ją porównać do spółek giełdowych, wyszłoby około 90 milionów złotych. Miałem 22 lata, studiowałem informatykę, mieszkałem w akademiku na Wittiga i miałem dostęp do internetu, którym byłem zafascynowany. Na imprezie spotkałem innego Arka, studenta ekonomii, zainteresowanego sprawami finansowymi. Pomyśleliśmy, że trzeba połączyć nasze pasje i założyliśmy stronę, którą nazwaliśmy Wirtualnym Serwisem Ekonomicznym. Ja zajmowałem się grafiką komputerową, a mój kolega codziennie rano uzupełniał serwis o dane ekonomiczne...

Skąd je brał?

- Wstawał, szedł po gazetę do kiosku i wprowadzał notowania do internetu. Ludzie to czytali, bo wtedy nikt tego w Polsce nie robił, to były zupełne początki internetu. Potem dołączyła do nas dwójka studentów informatyki, programista Tomek i moja dziewczyna Ania, dziś żona i nadal współpracownik. Siedzieliśmy w siedzibie firmy, czyli w mieszkaniu Arka na Biskupinie i marzyliśmy, że firma się rozwinie, ale i nic się nie działo. Wchodziło kilka osób dziennie, kilkadziesiąt miesięcznie, ale mimo genialnego pomysłu, by na stronie były banery z napisem "Zareklamuj się u nas, zanim zrobi to Twoja konkurencja", nikt się nie reklamował. Nie rezygnowaliśmy, bo liczyliśmy, że kiedyś chwyci. Gdy pojawił się pierwszy reklamodawca i zarobiliśmy 200 złotych, byliśmy zaskoczeni. Zaczęliśmy zarabiać dopiero po dwóch latach, ale po czterech już kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Wtedy dowiedzieliśmy się, że w Stanach spółki internetowe, choć mają same straty i zero zysków, wycenia się na miliony dolarów i pomyśleliśmy ,,kurcze, może my też jesteśmy warci miliony, albo za chwilę będziemy?".

Okazało się, że jesteście?

- Cha, cha, tak, wyliczyliśmy, że aż 30 milionów dolarów. Spółka nieźle sobie radziła i w grudniu 2000. postanowiła w nas zainwestować pewna wrocławska firma. Poszedłem na spotkanie nieprzygotowany, nie mając pojęcia jak wycenić spółkę. Ale przedtem wyczytaliśmy, że w serwisach amerykańskich jeden użytkownik jest wart tysiąc dolarów. Stanąłem przed inwestorami, pomnożyłem 30 tysięcy naszych użytkowników przez tysiąc dolarów i powiedziałem, w Stanach bylibyśmy warci 30 milionów. Zapanowała konsternacja, bo przecież to było wzięte z kosmosu. Znaleźliśmy wspólny mianownik - półtora miliona złotych. To był nasz pierwszy milion - w postaci wyceny spółki. Zmieniliśmy nasz serwis na portal finansowy Money.pl i ten inwestor objął 20 procent udziałów i wniósł 300 tysięcy złotych na rozwój firmy, na komputery, wynajęcie biura, zatrudnienie ludzi. I zaczęliśmy je wydawać: kupować meble, zatrudniać ludzi... Dosyć szybko wydaliśmy te 300 tysięcy, a potem kolejne siedemset. Po pierwszym roku wydaliśmy milion, a zarobiliśmy z 300 tysięcy. Byliśmy 700 tysięcy w plecy.

Przestraszyliście się?

- Otrzeźwieliśmy, obudziliśmy się ze snu. Założyliśmy firmę, ona się rozwiała, znalazł się inwestor, wyłożył pieniądze, my je ..wydalismy.. Przyznam, że już tego nie kontrolowałem, bo zajmowałem się kwestiami internetowymi, czy marketingiem. Zrobiło się niewesoło, myśleliśmy, że spółka się przewróci. Inwestor nie wytrzymał, wspólnik przestał być prezesem, a ja musiałem zacząć się uczyć finansów, zarządzania i postawić ją na nogach. Dziś firma mocno stoi na nogach, to największy portal finansowy. Ale internet to już nie nowość. Spotykam ludzi, tworzących nowe narzędzia internetowe i serwisy, które już po roku są warte kilka, a czasem i kilkadziesiąt milionów. Tylko internet daje takie możliwości, on pochłania coraz większe obszary naszej codzienności. Kiedyś, żeby zrobić biznes, trzeba było mieć siedzibę, produkty, trzeba było umieć to sprzedać. Tutaj wszystko się robi wirtualnie. To niesamowite, że można przy pomocy komputera, klawiatury i myszki stworzyć prawdziwy biznes i samemu albo w kilka osób można zrobić coś, czego nikt nie zrobił w świecie albo w Polsce.

Czy w wieku 33 lat, człowiek zastanawia się, co dalej?

- Jest wiele możliwości, jak spędzić resztę życia. Można rozwijać firmę w nieskończoność, przejmować albo zakładać inne. Kiedy się dochodzi do pewnego etapu, to liczą się pomysły, a pieniądze przestają być problemem - stają się czynnikiem jak prąd czy woda. Jak ktoś chce uruchamiać maszynę to podłącza ją do prądu, jak chce uruchomić biznes podłącza do kredytowania. Jak maszyna już chodzi, oddaje się pieniądze, a zarabia dziesięć razy więcej. Są ludzie, zaliczający się do tych najbogatszych we Wrocławiu, czy w Polsce, którym sprawia satysfakcje samo ich pomnażanie. Myślę, że oni już się nie zastanawiają, po co to robią, tak jak ktoś coraz więcej biega, ale już się nie myśli, w jakim celu. Ja nie chcę brać udziału w takiej konkurencji.

Ale najlepsi w tej dyscyplinie, jak Warren Buffet przekazują majątki na cele charytatywne.

- Gdy ma się już kwoty liczone miliardami to właściwie nie można ich wydać, chyba, że na rzecz innych ludzi. To fajny sposób na wielkie pieniądze.

www.radioram.pl

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »